Ile kosztują nas wypadki: 39 miliardów złotych rocznie

Wypadki i kolizje drogowe kosztowały Polskę 39,3 mld zł w 2021 roku — 1,5% PKB. To rachunek za brak bezpieczeństwa, który płacimy wszyscy. Razem pokazuje, że inwestycja w wizję zero zwraca się w unikniętych kosztach.

Autostrada A2 w województwie łódzkim

O wypadkach drogowych mówi się w kategoriach tragedii, rzadziej w kategoriach rachunku — a ten rachunek jest ogromny i płacimy go wszyscy. Każda ofiara i każdy ranny to nie tylko ludzki dramat, ale i realny koszt dla gospodarki: leczenie, renty, utracona praca, zniszczone mienie. Razem pokazuje tę stronę bilansu, bo z niej wynika prosty wniosek: pieniądze wydane na bezpieczeństwo wracają, a zaniechanie kosztuje więcej niż inwestycja.

Rachunek za brak bezpieczeństwa

Koszty są policzone i publikowane co kilka lat przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Według jej raportu koszty wszystkich zdarzeń drogowych w Polsce w 2021 roku wyniosły 39,3 mld zł, co odpowiadało 1,5% PKB. Same wypadki (bez kolizji) kosztowały 35,8 mld zł. To pieniądze, które znikają z gospodarki na leczenie, renty, świadczenia dla rodzin ofiar i straty materialne — zamiast finansować cokolwiek pożytecznego.

Skala staje się jeszcze wyraźniejsza w porównaniu z wcześniejszymi latami. W 2018 roku koszty wszystkich zdarzeń drogowych sięgały 56,6 mld zł, czyli aż 2,7% PKB. Spadek o niemal jedną trzecią pokazuje coś ważnego: te koszty nie są stałą daną, tylko wynikiem polityki. Kiedy dróg jest bezpieczniej, rachunek maleje o miliardy złotych rocznie.

Koszt, który da się obniżyć

Ten spadek nie wziął się znikąd — to efekt bezpieczniejszej infrastruktury, lepszego stanu technicznego aut i skuteczniejszej egzekucji przepisów. Ale postęp wciąż jest niedokończony: w 2024 roku na polskich drogach zginęło 1896 osób, a Polska pozostaje w unijnym ogonie bezpieczeństwa. Każda z tych ofiar to również pozycja w rachunku, który dalej można obniżać.

To odwraca sposób myślenia o wydatkach na bezpieczeństwo. Przebudowa niebezpiecznej drogi do standardu 2+1, budowa obwodnicy, montaż bezpiecznego przejścia — wszystko to bywa przedstawiane jako koszt. Tymczasem w zestawieniu z dziesiątkami miliardów, które co roku pochłaniają wypadki, są to inwestycje, które się zwracają w postaci uniknionych tragedii i uniknionych wydatków. Jak takie inwestycje wyglądają, opisujemy w tekście o drogach, które wybaczają błędy.

Dlaczego to argument za wizją zero

Rachunek kosztów jest najmocniejszym argumentem ekonomicznym za polityką dążącą do zera ofiar. Kraje, które podeszły do bezpieczeństwa najpoważniej, nie potraktowały go jako wydatku na „miękki" cel, lecz jako sposób na uniknięcie ogromnych kosztów społecznych. Razem przyjmuje tę samą logikę: dążenie do wizji zero — ochrona niechronionych, infrastruktura, która wybacza błędy, skuteczna egzekucja — to nie tylko kwestia przyzwoitości wobec ofiar, ale i racjonalne gospodarowanie publicznymi pieniędzmi. Zaniechanie w bezpieczeństwie kosztuje państwo dwukrotnie — w ludzkich stratach i w rachunku publicznym, który te wypadki co roku obciąża.

Co proponuje Razem

Poprawimy bezpieczeństwo na drogach. Priorytetem będzie dla nas ochrona niechronionych uczestników ruchu, lecz skorzystają na tym wszyscy kierowcy.— Partia Razem — program „Zrównoważony transport” (2015/2017), sekcja V, partiarazem.pl
  • Traktowanie bezpieczeństwa jako inwestycji, nie kosztu — dziesiątki miliardów rocznych strat z wypadków to pieniądze możliwe do zaoszczędzenia.
  • Dążenie do wizji zero jako racjonalna polityka gospodarcza, nie tylko etyczna.
  • Priorytet dla rozwiązań o najlepszym stosunku kosztu do uratowanych żyć — infrastruktura chroniąca niechronionych i skuteczna egzekucja.
  • Ciągła poprawa — spadek kosztów z 2,7% do 1,5% PKB pokazuje, że rachunek zależy w dużej mierze od polityki, a nie od samego losu.

Źródła i dalsza lektura